Krystyna Markowska

 

Grzegorz Markowski

 

Patrycja Markowska

 

Jacek Kopczyński

Absurdy instytucji

W wielu instytucjach, ośrodkach i placówkach dobro dziecka odmieniane jest przez wszystkie przypadki.
Tak często, że czasami dochodzi do absurdów.

Dział ten ma na celu prezentowanie tychże nonsensów proceduralnych, często niezrozumiałych czy nieznajdujących swojego odzwierciedlenia w przepisach prawa.

 

Lp.
opis sytuacji
województwo
46.

(dodano: 19.04.2012)

 

Dwójka rodzeństwa 3 i 6 lat czekając na uregulowanie sytuacji prawnej tkwiła w domu dziecka i jakoś nikt się nimi nie interesował. Zdawało się, że los się do nich uśmiechnął, bo dowiedziało się o nich małżeństwo z kwalifikacjami na rodzinę adopcyjną. Opiekun prawny dzieci i kadra domu dziecka zaakceptowały parę bez żadnych zastrzeżeń. Wyglądało na to, że reszta to tylko formalność. Dlatego rodzice zgłosili się do swojego OA z prośbą o przeprowadzenie procedury adopcyjnej. Jakież było ich zdziwienie gdy ośrodek odmówił pomocy, argumentując to tym, że zdaniem ośrodka są zbyt starzy dla tak małych dzieci. Zdaniem ośrodka mogą adoptować kilkunastolatków.

Zagadka: W jakim wieku są rodzice?

Odpowiedź: Pani 35 lat, Pan 50 lat.

mazowieckie
46.

(dodano: 19.04.2012)

 

Idea by dzieci wychowywały się w rodzinach biologicznych, aby jak najmniej z nich trafiało do opieki zastępczej, instytucjonalnej, czy do adopcji, tak była bliska naszym politykom, że aż zmienili ustawę o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej. Ustawa obowiązuje od 1 stycznia 2012 roku. Rodzice, którzy z powodu niewydolności w opiece, utracili prawa do dwójki dzieci. Postanowili „wziąć się w garść”, gdy dowiedzieli się o kolejnej ciąży. Nim pani trafiła do szpitala, wyremontowali mieszkanie, zakupili łóżeczko i sprzęty dla dziecka. Oczywiście od długiego czasu nie ma tam mowy o alkoholu czy innych używkach. Pan pracuje na stałe, pani dorywczo. Jest ciężko, ale nawet miejscowy PCPR potwierdził, ze bardzo się starają. Pełni nadziei oczekiwali porodu. Dziecko przyszło na świat zdrowe i w terminie. Jakież było zdziwienie mamy, kiedy w porach karmienia nie przynoszono jej potomka. Zdziwienie jeszcze większe, gdy po trzech dniach wypisano ją ze szpitala, a zatrzymano w nim dziecko, informując, że szpital czeka na decyzję sądu, gdzie dziecko ma być umieszczone. Dopiero po kilku dniach mama i tata dowiedzieli się, że sąd w trybie zabezpieczenia umieścił ich potomka w rodzinie zastępczej. Na prośby o możliwość spotkania z dzieckiem, pomocy w karmieniu, przewijaniu itp. by utrzymać więzi emocjonalne z dzieckiem, spotkali się z odmową. Rodzina zastępcza wyraziła gotowość do pokazywania dziecka raz w tygodniu przez 10-20 minut w siedzibie PCPR. Rodzice próbują walczyć o swoje prawa, ale już na starcie zostali skazani na porażkę, bo ustawowych asystentów rodziny, którzy w myśl jej zapisów, takim rodzinom powinni pomagać, NIE MA i nie wiadomo od kiedy zaczną działać. Może za rok, może za dwa lata, jeśli znajdą się środki na ich powołanie. I tak bliska politykom idea wygląda w praktyce.

pomorskie
46.

(dodano: 02.11.2011)

 

W  2003 roku zmarła pani X. Jej niespełna 3 i półletnia córka trafiła do Domu Małego Dziecka. Jako sierota naturalna (ojciec nieznany) mogła zostać od razu skierowana do adopcji. Tak się nie stało, bo jej dwa lata młodsi przyrodni bracia bliźniacy umieszczeni zostali w rodzinie zastępczej. W  2005 roku na wniosek rodziców zastępczych sąd umieścił w niej także dziewczynkę. Rodzina zastępcza też nie zgłosiła dziecka (wolnego prawnie!) do adopcji. Uzasadnieniem decyzji było nierozdzielanie rodzeństwa i oczywiście dobro dziecka. Ponieważ RZ chciała zgłosić całą trójkę a chłopcy mieli nieuregulowaną sytuację prawną. Czas płynął. Rodzina żyła zgodnie i spokojnie. Dziewczynka rosła i rozwijała się prawidłowo, nie sprawiała kłopotów, nikt się o nią nie upominał. Gdy skończyła 12 lat wreszcie do OAO w X wpłynął wniosek o skierowanie jej do adopcji i o rozdzielenie rodzeństwa. Już przestała obowiązywać zasada nierozdzielania rodzeństwa a dobro dziecka było rozumiane inaczej. W 2004 roku jako czterolatka natychmiast znalazłaby rodzinę adopcyjną. Jako 12 latka jest praktycznie bez szans. Być może trafi do adopcji zagranicznej. Dla zdrowej nastolatki zawsze znajdzie się miejsce w winnicach, czy plantacjach cytrusów w południowej Italii. Być może zostanie w kraju i do pełnoletności zostanie w placówce. Ktoś spaprał jej życie. Czym zatem zajmował się zespół ds. okresowej oceny sytuacji dziecka, który przynajmniej raz na 6 miesięcy powinien weryfikować informacje o dzieciach gotowych do przysposobienia? Co robił sąd rodzinny, który winien domagać się raportów? Czym zajmowali się pracownicy instytucjonalni?

Odpowiedź brzmi: ciężko pracowali – dla dobra dziecka – oczywiście.

łódzkie
45.

(dodano: 26.10.2011)

 

Państwo X zostali, przez swój ośrodek, zakwalifikowani na rodziców niespełna dwuletniego chłopca. Z karty dziecka wynikało, że dziecko nie będzie widziało, słyszało, będzie miało problemy z układem oddechowym, moczowym (operacja nerki) i inne drobniejsze deficyty. Wszystko potwierdzone podpisami i pieczątkami lekarzy z placówki w której przebywał chłopiec. Czekała już na niego rodzina zagraniczna bo polska rozumiejąc skalę wyzwania nie chciała się zdecydować. Państwo X nie posłuchali rozumu. Posłuchali serca a ono kazało im poznać chłopca. Mimo, że w placówce jeszcze raz wyliczono im wszystkie ułomności pokazano pieczątki i podpisy – zdecydowali się na kontakt. Po pierwszym spotkaniu byli pewni, że ten chłopczyk, to ich syn.

 

Wystąpili o przyznanie przez sąd pieczy i porezerwowali terminy w specjalistycznych placówkach medycznych cywilnych i wojskowych, z Centrum Zdrowia Dziecka na czele bo przecież dziecko trzeba leczyć, żeby mogło żyć w miarę normalnie.

 

Kolejne wyniki badań zbierane przez lekarza prowadzącego wprawiły go w zdumienie. Okazało się bowiem, że chłopiec jest zupełnie zdrowy. Ma jedynie lekkie opóźnienie psychoruchowe, ale i to w granicach normy rozwojowej. Państwu X spadł kamień z serca, ale nie potrafią odpowiedzieć sobie na nurtujące ich pytania: Dlaczego lekarze wykryli u ich syna tyle groźnych chorób i deficytów? Dlaczego zdrowe dziecko obciążone „na papierze” zostało zakwalifikowane do adopcji zagranicznej? Czy było to działanie świadome czy wynikające z braku wiedzy, nonszalancji, lekceważenia obowiązków? 

 

Polska podbija rynek światowy. Znak firmowy „Dobre bo polskie”. A dzieci siedzą w łóżeczkach i machają biało-czerwonymi flagami.

śląskie
44.

(dodano: 12.10.2011)

 

Nieprawdą jest, że ośrodki adopcyjne nie walczą o „swoje” dzieci. Ośrodek w X tak intensywnie i z zaangażowaniem poszukiwał rodziców dla dziecka, aż jego karta trafiła do Centralnego Banku Danych. Stąd rozesłana została do wszystkich OAO w kraju. Ośrodek z kraju zakwalifikował rodziców do dziecka i zgodnie z procedurą wystąpił do Ośrodka X o umożliwienie pierwszego kontaktu. Ośrodek w X powołując się na „przez lata wypracowane procedury” uzależnił kontakt od otrzymania dokumentów rodziny, w tym takich, jakich ośrodek z kraju przekazać nie miał prawa. Interwencja w lokalnym PCPR nie przyniosła efektu, bo centrum scedowało swoją funkcję kontrolną (dziecko przebywa w rodzinie zastępczej) właśnie na ten OAO.

Blisko dwa miesiące ośrodki przerzucały się pismami. Ośrodek z kraju by doprowadzić do kontaktu, ośrodek w X eskalował żądania by do tego nie dopuścić. Aż wreszcie ośrodek w X przesłał informację, że zorganizował już kontakt z innymi rodzicami.

Widocznie lepiej przygotowanymi do rodzicielstwa niż ci z krajowego. Widocznie bo nie dopuszczam myśli, że tak szacowna instytucja mogłaby kierować się czym innym niż „dobrem dziecka”.

Pytanie czy była to rodzina polska czy zagraniczna – zostało bez odpowiedzi bo ośrodek w X nie ma zamiaru więcej z krajowym rozmawiać. Trudno podejrzewać OAO w X o nieznajomość przepisów i obowiązującego prawa, ale o rywalizację kompetencyjną i, po prostu, złą wolę można.

zachodnio - pomorskie
43.

(dodano: 24.08.2011)

 

Szczęśliwi rodzice, po uzyskaniu pieczy, zabrali dziecko do domu. Minęło już wiele miesięcy a proces adopcyjny utknął w martwym punkcie. Powód? Pozbawiony praw rodzicielskich tatuś złożył do sądu wniosek o umożliwienie kontaktów z dzieckiem. Sąd się zastanawia co z tym fantem zrobić. Rodzice żyją w niepewności i nerwach. Dziecko leczone i rehabilitowane w prywatnych gabinetach, na szczęście, żyje  w nieświadomości toczących się wokół niego spraw. Tyle jego dobra.

mazowieckie
42.

(dodano: 24.08.2011)

 

Wielkanoc była w tym roku szczęśliwa u państwa X. Sąd orzekł powierzenie pieczy i rodzice spędzili pierwsze święto  ze swoim dzieckiem. Zdawać  by się mogło, że przysposobienie będzie czystą formalnością, ale tak się nie stało. Sąd  postanowił mieć mocną „ podkładkę” pod to postanowienie i skierował rodzinę na diagnostykę do Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno  Konsultacyjnego. Termin konsultacji wyznaczono na koniec br. Tak więc sąd nie orzeknie przysposobienia przed Bożym Narodzeniem. Może zdąży na Wielkanoc. Problem w tym, że dziecko trzeba zapisać do szkoły pod starym nazwiskiem, peselem  itd. Potem to wszystko trzeba będzie zmieniać i w tajemnicy adopcji utrzymać się nie da. Ale sąd podejmuje przecież decyzje mając na względzie wyłącznie dobro dziecka.

śląskie
41.

(dodano: 24.08.2011)

 


Małżeństwo zdecydowane na przysposobienie rodzeństwa poznało swoje dzieci. Już po pierwszych kontaktach, nie mieli wątpliwości, są to ICH dzieci. Dzieci nie mają wątpliwości, że chcą być z mamą i tatą. W tej sytuacji, sąd również nie miał wątpliwości i orzekł styczność. Wywołało to reakcję Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego w X ,na którego terenie przebywały dzieci. Okazało się, że ośrodek ma wątpliwości co do tempa nawiązywania więzi pomiędzy dziećmi i rodzicami. Wystosował zatem do sądu pismo o wstrzymanie wykonalności, orzeczenia powierzenia pieczy.  Uzasadnieniem wstrzymania było za szybkie złożenie wniosku i za szybie postanowienie sądu. Dodatkowym argumentem miał być fakt, iż opiekun prawny nie poznał osobiście  rodziców ( bo przebywał na urlopie ). Oczywiście ośrodek ma na względzie wyłącznie interes dzieci, które dotychczas przebywały w  rodzinie zastępczej.   

zachodnio- pomorskie
40.

(dodano: 06.06.2011)

 


Rodzice adopcyjni złożyli dokumenty w sądzie ,w  miejscu pobytu dziecka i rozpoczęli oczekiwanie na orzeczenie pieczy. Trochę im się dłużyło więc 26 maja br.  udali się do Sądu dowiedzieć się,  jak się sprawy mają. Sekretarka poinformowała ich,  że pani Sędzia nie podpisała jeszcze orzeczenia, a spotkać się z nimi  nie można „bo przecież jest DZIEŃ MATKI i pani Sędzia jest na występie u swojego dziecka w przedszkolu”. Rodzice ponowili kolejną  próbę  niefortunnie, bo  1 czerwca. Usłyszeli „przecież jest DZIEŃ DZIECKA i pani Sędzia jest na pikniku w przedszkolu”. Jak widać pani Sędzia stosuje różne miary do tych Świąt, dla siebie i rodziców , i dzieci adopcyjnych. Są przecież sprawy ważne i ważniejsze. A najważniejsze jest dobro dziecka. Swojego.

podkarpackie
39.

(dodano: 30.05.2011)

 


Dwaj bracia, starszy lekko upośledzony, młodszy zdrowy przebywający w rodzinie zastępczej nie mogli doczekać się na swoich rodziców. Bo instytucje opiekuńcze miały inne niż szukanie ich, trudne sprawy do załatwienia. W końcu znalazło się rozwiązanie. Dwie włoskie rodziny. Rodzina zastępcza została „przyparta do muru”. Na krnąbrne RZ są sposoby. Nie wiedząc, że jako opiekun prawny może nie zgodzić się na adopcję zagraniczną, podpisała dokumenty. Chłopcy zostali rozdzieleni. I teraz wzrastać będą w słonecznej Italii. Każdy oddzielnie. Ktoś zdecydował o ich losie  - w imię ich dobra, oczywiście.

pomorskie
38.

(dodano: 30.05.2011)

 


Czteroletni  chłopczyk oczekiwał w rodzinie zastępczej, na swoich adopcyjnych rodziców. Czekał cierpliwie, bo jego karta zdążyła już dotrzeć do centralnego banku danych o dzieciach. Stąd została rozesłana do ośrodków adopcyjnych w całym kraju.

Ośrodek w X zakwalifikował rodziców do chłopca. Już po pierwszym kontakcie rodzice zdecydowali się na złożenie wniosku do sądu o przysposobienie.

I rozpętała się burza. Okazało się, że dolnośląskie stowarzyszenie pośredniczące w adopcjach zagranicznych i lokalny oao już przygotowały kontakt z rodziną – oczywiście włoską. Miały przeto pretensję do rodziców zastępczych i PCPR, że umożliwili kontakt z rodziną polską, blokując tym samym adopcję zagraniczną. Bo przecież liczy się dobro dziecka, a nie kraj jego wychowywania.

dolnośląskie
37.

(dodano: 20.05.2011)

 


Dwuletni wówczas chłopczyk w październiku 2009 roku zakwalifikowany został do adopcji. Lokalny ośrodek tak intensywnie poszukiwał dla niego rodziny, że już w styczniu 2010 roku karta dziecka trafiła do ogólnopolskiej bazy danych i została rozesłana do wszystkich OAO. Upłynęło sporo czasu, bo dopiero w styczniu b.r. ośrodek „z kraju” zakwalifikował do niego rodziców i we współpracy z tamtejszym PCPR przygotował pierwszy kontakt z dzieckiem. Kontakt wielce udany, bo rodzice od razu złożyli do sądu wniosek o przysposobienie. Pełny happy end. Otóż nie, bo lokalny OAO miał ogromne pretensje do swojego PCPR, ponieważ musiał odwołać kontakt z rodziną zagraniczną, a konkretnie włoską. Powszechnie przecież wiadomo, że polskie dzieci najlepiej rozwijają się za granicą, zwłaszcza jeśli są zupełnie zdrowe i dorastają na plantacjach cytrusów czy pomidorów w południowej Italii.

dolnośląskie
36.

(dodano: 20.05.2011)

 


Nieprawdą jest, że pracownicy niektórych Ośrodków Adopcyjno-Opiekuńczych działają opieszale, nie wykazują należytej troski o powierzone im dzieci itp. Są to plotki rozpuszczane przez nieżyczliwych rodziców, oszczerstwa lub wręcz kłamstwa.

Prawda jest taka, że pracownicy OAO potrafią wykazać się wielką aktywnością, determinacją i poświęceniem. Jak wielką – przekonali się o tym rodzice z północnej Polski.

Macierzysty OAO szukał rodziców dla dziecka przez prawie dwa lata. Nie znalazł. Dlatego karta dziecka przeszła wszystkie szczeble i trafiła do OAO w X. Komisja kwalifikacyjna Ośrodka w X zakwalifikowała rodziców do tego właśnie dziecka.

Po wielu perypetiach ustalono pierwszy kontakt, po którym rodzice od razu zdecydowali się na adopcję. Niestety na pierwsze spotkanie z dzieckiem nie przybył nikt z lokalnego OAO, a telefonu w siedzibie OAO nikt nie odbierał. Po kolejnym spotkaniu rodzie złożyli wniosek o adopcję w sądzie właściwym z racji swojego zamieszkania. I zaczęło się na dobre. Najpierw  lokalny OAO interweniował u opiekunów prawnych dziecka, by nie dopuszczał do kolejnych spotkań. Zakwestionował kwalifikację rodziców. Do Sądu w którym złożony został wniosek przysłano negatywną opinię o rodzicach, mimo że nikt z lokalnego OAO ich nie widział, nie rozmawiał z nimi nawet telefonicznie. W efekcie rodzice mając – na szczęście – już dziecko w domu (powierzenie pieczy) musieli przejść kolejne, trwające łącznie 6 godzin testy, przeprowadzone w innej miejscowości niż mieszkają. Teraz czekają na nową dokumentację. A czas płynie. Emocje rosną. A rozprawa nie wiadomo kiedy. Dziecko powoli wrasta w rodzinę. Tylko lokalny OAO nie składa broni uznając, że gdy dziecko jest tak małe (2 lata), kolejna zmiana mu nie zaszkodzi. Bo przecież nie chodzi tu o urażone ambicje, rywalizację kompetencyjną czy zwykłą zawiść. Chodzi o dobro dziecka – oczywiście.

lubelskie
35.

(dodano: 08.05.2011)

 

Do dwójki rodzeństwa, uregulowanych prawnie i zakwalifikowanych przez macierzysty ośrodek adopcyjno-opiekuńczy do przysposobienia, została zakwalifikowana rodzina zdecydowana na adopcję dzieci starszych. Młodsze dziecko w wieku późnoprzedszkolnym, starsze w wieku wczesnoszkolnym.

 

Pierwszy kontakt z dziećmi wypadł znakomicie. Jednakże przysposobienie dzieci starszych wymaga wielu kontaktów, aby i one miały czas na akceptację swoich przyszłych rodziców. Po kilku kontaktach małżeństwo złożyło do sądu wniosek o przysposobienie rodzeństwa. Teraz należało tylko czekać na postanowienie sądu o ustanowieniu styczności osobistej ( pieczy zastępczej).

 

Ale w międzyczasie, matka biologiczna dowiedziawszy się, iż dzieci są przygotowywane do adopcji złożyła wniosek o przywrócenie praw rodzicielskich. Mimo, że od lat nie kontaktuje się z dziećmi, mimo, że obecnie pracuje i mieszka za granicą, mimo, że z kolejnym konkubentem ma kolejne dziecko.

 

Złożony przez kobietę wniosek miał wcześniejszą datę, niż wniosek o przysposobienie rodzeństwa, więc sąd musiał go rozpatrzyć. Na rozprawie wszyscy pracownicy placówki, w której przebywają dzieci, świadczyli przeciwko matce biologicznej, ale ponieważ pani była mocno agresywna, strasząca mediami i „ ja wam jeszcze wszystkim pokaże …”, sąd zdecydował o przeprowadzeniu badania więzi przez Rodzinny Ośrodek Diagnostyczno-Konsultacyjny. W ten sposób ma problem na kilka miesięcy „z głowy” a później będzie miał podkładkę pod ewentualne odrzucenie wniosku. Bo wszyscy, zarówno personel placówki, ośrodka lokalnego jak i postronni obserwatorzy nie biorą pod uwagę innego rozwiązania. Bowiem kochająca mama po odroczonej sprawie, nawet nie raczyła odwiedzić swoich dzieci.

 

Wszyscy chcą wierzyć, że ta sprawa dobrze się skończy, ale przez wiele miesięcy, dzień po dniu będą analizować, co będzie jeśli… Dorośli muszą wytrzymać. Dzieci przeżyją ten czas w nerwach, niepewności, rozdarciu. A wszystko dlatego, że komuś nie starczyło odwagi, by podjąć decyzję w imię dobra dzieci.

Opolskie
34.

(dodano: 29.04.2011)

 

Idea organizacji kastingów, ze środowisk teatralnych i telewizyjnych, powoli dociera do ośrodków adopcyjnych.  Ośrodek w X nie znalazł na swoim terenie rodziców do zgłoszonego tam dziecka i zgodnie z procedurą zgłosił je do wojewódzkiego banku danych. W województwie, poszukiwania też się nie powiodły i dane dziecka trafiły do centrali, a stąd zostały rozesłane po całym kraju. Ośrodek w Y zakwalifikował rodziców do dziecka, o czym powiadomił wszystkie zainteresowane instytucje. Ośrodek w X odezwał się do ośrodka w Y by ten przedstawił jeszcze kilka innych kandydatur „… abyśmy mogli wybrać jak najlepszych rodziców dla naszego dziecka…”. Ośrodek w X nie sprecyzował jakimi kryteriami będzie się kierował przy doborze rodziców. Czy ustawi wszystkich w rządku i wybierze najładniejszych, czy może obejrzy ich indywidualnie? Co będzie decydowało o wygraniu kastingu?  Kolor oczu, włosów, wzrost, waga czy tzw. Wrażenie artystyczne. Zagadnienie jest na tyle interesujące, że powinno się tę cenną i nowatorską inicjatywę, twórczo rozwijać. Proponujemy zastosowanie dziecięcych wyliczanek na przykład takiej: „ Raz, dwa, trzy, raz, dwa, trzy – a rodzicem będziesz – ty”. Rozwiązanie takie ma wiele zalet. Przede wszystkich nie generuje żadnych kosztów, można je natychmiast wprowadzić w życie, gdyż nie wymaga specjalistycznego szkolenia kadr, prowadzenia dodatkowych kursów itp. Najważniejsze jest jednak to, że dziecięca twórczość znajdzie praktyczne zastosowanie w poszukiwaniu rodziców dla dzieci właśnie. A przecież dobro dziecka jest najważniejsze.

Dolnośląskie
33.

(dodano: 29.04.2011)

 

Każda instytucja zajmująca się opieką nad dzieckiem zobowiązana jest to prowadzenia tzw. karty dziecka. Znajdują się w niej informacje o pochodzeniu dziecka, jego rodzinie, stanie zdrowia, postępach i deficytach rozwojowych, opinie psychologów, pedagogów, lekarzy specjalistów itp. Informacje te powinny być na bieżąco uzupełniane, korygowane i weryfikowane, aby kandydaci na rodziców adopcyjnych mieli jak najpełniejszy obraz dziecka i świadomie podejmowali decyzję o podjęciu (lub nie) kontaktu z dzieckiem. Często zdarza się tak, że dziecko zakwalifikowane jako upośledzone, w rodzinie okazuje się dzieckiem w normie intelektualnej, albo powyżej normy.  Bywa, że dziecko zakwalifikowane jako zdrowe, w domu okazuje się całkiem zdrowym. Niestety zdarzają się także sytuacje, kiedy kandydaci na rodziców dopiero podczas kontaktu z dzieckiem dowiadują się o istotnych dla podjęcia decyzji chorobach, czy deficytach. Wynika z tego, że w ośrodkach występują dwie tendencje: pierwsza, nie pisać wszystkiego-żeby nie zrazić kandydatów. Druga lepiej napisać więcej niż trzeba, bo może się coś przeoczyło, a kontrola to odkryje. Trudno bowiem przypuszczać, że rozbieżności zapisów w kartach, są stanem faktycznym, wynikają z braku staranności, kompetencji lub są działaniem zamierzonym. Wszyscy bowiem zapewniają, że kierują się dobrem dziecka.

Cały kraj...
32.

(dodano: 16.03.2011)

 

Szczęśliwi rodzice adopcyjni zabrali synka do domu płożonego w innym województwie niż sąd, który miał wkrótce orzekać o przysposobieniu. Termin rozprawy wyznaczony został na drugą połowę marca br. Zdawać by się mogło że nic nie jest w stanie zakłócić rodzinnej sielanki. Aż do wczesnomarcowego poranka. Do drzwi domu szczęśliwych rodziców zadzwoniła pani. Przedstawiła się i okazało się, że jest pozbawioną praw rodzicielskich (nie tylko do tego dziecka) matką biologiczną. Przyjechałam odwiedzić swojego syna - oznajmiła osłupiałym rodzicom adopcyjnym. Oczywiście do spotkania z dzieckiem nie dopuścili, ale sprytnie podpytali mamuśkę- w jaki sposób ich odnalazła. Sposób okazał się tak prosty, że aż porażający. Otóż pani udała się do sądu, który ma orzekać adopcję i poprosiła grzecznie o umożliwienie wglądu w akta sprawy. Uprzejmi pracownicy sądu przychylili się do prośby, więc pani wynotowała sobie wszystkie interesujące ją dane. Na odchodne rzuciła, że składa wniosek o przywrócenie praw rodzicielskich i pożegnała się słowami: do zobaczenia. Oczywiście pracownicy sądu dopuszczając do ujawienia danych kierowali się „dobrem dziecka”, bo nie sposób podejrzewać ich o nieznajomość prawa, czy zwykłą bezmyślność, której skutki nie ich będą dotykać.

Lubelskie
31.

(dodano: 16.03.2011)

Może to dziwnie zabrzmi na tym portalu ale nie wszyscy pragną adoptować dzieci, czy stać się dla nich rodziną zastępczą. Są ludzie, którzy zamiast być mamą i tatą wolą być wujkiem i ciocią. Chcą jednak być dla kogoś, żyć dla kogoś. Są to tzw. rodziny zaprzyjaźnione. Dla dzieci przebywających w placówkach są często jedyną możliwością zaspokojenia potrzeby bliskości, przynależności, namiastką domu i życia rodzinnego. Rodziny zaprzyjaźnione przechodzą, oczywiście, weryfikację. W trakcie diagnostyki psychologiczno pedagogicznej poznają potrzeby, reakcje i zachowania wychowanków. Są zatem do swej roli przygotowani. Jednak o możliwości kontaktów z dziećmi, ich urlopowaniu z DD, decyduje sąd. I tu zaczynają się przysłowiowe schody. Ciągnąca się, często miesiącami, procedura, analogiczna do adopcyjnej zraża wiele osób, które w efekcie sądowej przepychanki rezygnują. A przecież jest wiele przypadków, przekształcania się rodzin zaprzyjaźnionych w rodziny zastępcze a nawet adopcyjne. Niestety wiele sądów zamiast popierać tą formę wspierania dzieci, skutecznie odstrasza kandydatów. A dzieci? Niech siedzą w Domach Dziecka. Dla ich dobra. Oczywiście.

Mazowieckie
30. (dodano: 22.02.2011)

Rodzina zastępcza przywiozła dziecko do jednego OAO na pierwszy kontakt z  kandydatami na rodziców adopcyjnych.
Dziecko zakwalifikowane jako zdrowe. Jakież było zaskoczenie ośrodka macierzystego, gdy w trakcie spotkania matka zastępcza  poinformowała, że dziecko ma orzeczenie o upośledzeniu umysłowym. Jakie zdziwienie ośrodka ,który dokonał doboru rodziców do dziecka. Jaki szok przeżyli rodzice przybyli na spotkanie swojego dziecka?

Ktoś nie dopilnował by informacje były aktualne i precyzyjne.
Dla swojego dobra i wygody-najpewniej.

Zachodnio- pomorskie
29. (dodano: 22.02.2011)

W jednym z zacnych ośrodków adopcyjnych mały  chłopiec zakwalifikowany został do adopcji. Podczas pierwszego kontaktu przyszli rodzice uzyskali informacje, których nie było w karcie dziecka, nie  uzyskał ich ośrodek przygotowujący kontakt, mimo wielu rozmów telefonicznych i prób doprecyzowania wszystkich informacji o dziecku. Nie  chodziło o wzrost czy wagę, ale istotne dla podjęcia decyzji  o kwalifikacji do adopcji i dla ewentualnych rodziców,  dane o rodzeństwie z  upośledzeniem  umysłowym.
Czy było to działanie dla dobra dziecka?

Śląskie
28. (dodano: 22.02.2011)

Jeden z ośrodków adopcyjno – opiekuńczych wyspecjalizował się w przeprowadzaniu adopcji zagranicznych. Na terenie naszego kraju działają trzy ośrodki mające uprawnienia do prowadzenia takich adopcji. Wszystkie trzy działają w Warszawie. Wygląda więc na to, że któryś z nich otworzył w łódzkim filię albo, że łamane są przepisy i procedury adopcyjne. Nieczepiamy się bo przecież wiemy dla czyjego dobra ten ośrodek tak funkcjonuje.

Łódzkie
27. (dodano: 22.02.2011)

Aby uniknąć wszelkich podejrzeń o niewłaściwe działanie PCPR w X wziął przykład z wielu instytucji oraz przedsiębiorstw i ogłosił przetarg. Przetarg dotyczy wyłonienia Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego, z którym PCPR będzie współpracował. Jak to w wielu przetargach się zdarza jest już ośrodek, który wie, że będzie z tym PCPR współpracował  mimo, że nie upłynął jeszcze termin składania ofert. Najważniejsze, żeby wszystko odbywało się zgodnie z  „przez lata wypracowanymi procedurami”. Dla dobra dziecka…oczywiście.

Warmińsko - mazurskie
26. (dodano: 18.01.2011)

Zdrowe niemowle to dla ośrodka adopcyjnego "łakomy kąsek". Czeka nań w kolejka chętnych, którzy, często dosłownie, w ciemno akceptują propozycję. Zdrowe niemowlę z podpisaną tzw. zgodą blankietową,
to jak wygrana w totka. Uzyskawszy informację o takim przypadku, pracownicy jednego z OAO już w drugim tygodniu życia dziecka,
pod pozorem przeprowadzenia wywiadu środowiskowego, udali się do zakładu pracy matki i wymogli na niej pisemną zgodę na przeprowadzenie przysposobienia przez ich ośrodek. Szkopuł w tym, że wywiad taki przeprowadza się w miejscu  zamieszkania,
a nie pracy, dla zachowania anonimowości matki, a oświadczenie takie przed upływem 6 tygodni życia dziecka w świetle obowiązujących przepisów jest nieważne.

Nowatorska metoda działania pracowników OAO powinna
być rozwijana. Można na przykład zaczepiać na ulicy kobiety ciężarne
i podpisywać z nimi umowy ,”że jakby co”, to tylko przez ich ośrodek.

Mazowieckie
25. (dodano: 18.01.2011)

W czasach komuny funkcjonował system sprzedaży wiązanej. Młodym przypomnę, że polegał na tym iż kupując atrakcyjny towar np.: buty, trzeba było nabyć także, niechodliwe kalosze. Teraz towarów w sklepach w bród jednak idea ta nie zaginęła. Dwunastoletni chłopiec, od lat przebywający w placówce, doczekał się rodzeństwa w postaci siostry. Dziewczynka  po ukończeniu 6 tygodni życia również trafiła do domu dziecka. Mimo upływu czasu nikt  nie  chce ich rozdzielić, mimo, że dzieci się nie znają, bo może jakaś  rodzina chcąc przysposobić dziewczynkę przygarnie także chłopca.

Zachodnio- pomorskie
24.

(dodano: 18.01.2011)
Sąd w X kierując się dobrem dziecka, oczywiście, umieścił roczną, uregulowaną prawnie dziewczynkę, w  spokrewnionej rodzinie zastępczej. Sześć lat później ten sam sąd zmuszony był rodzinę zastępczą rozwiązać. Dziewczynka  trafiła do domu dziecka. Mimo iż rodzice  zostali praw rodzicielskich pozbawieni nie może zostać adoptowana, ponieważ  jest w stałym kontakcie z babcią. Babcia tak dziewczynkę kocha, że nie wyraża zgody na  jej przysposobienie. Dzięki życzliwości sądu i uczuciu babci, dziewczynka spędzi w placówce swoje dzieciństwo mimo, że już 8 lat temu mogła trafić do kochających  prawdziwie, rodziców

Mazowieckie
23.

(dodano: 11.01.2011)
Mały, trzyletni chłopiec trafił do placówki. Ojciec nieznany, matka
nie zainteresowana . Przez lata pozbawiony jakiegokolwiek kontaktu
z bliskimi. Został wreszcie, po 6 latach, uregulowany prawnie. Obecnie ma 10 lat. Już  ponad rok trwają poszukiwania dla niego rodziny adopcyjnej. Bez skutku. Chłopiec jest tak bardzo zaburzony emocjonalnie  wieloletnim pobytem  w domu dziecka, tęsknotą
za rodziną, miłością, że potencjalni kandydaci na rodziców, obawiają się ryzyka porażki wychowawczej. Gdyby kilka lat wcześniej….
Ale los nie dał mu tej szansy.

Wielkopolskie
22.

(dodano: 11.01.2011)
Styczeń  2007 roku był dla czteromiesięcznej dziewczynki wyjątkowo pechowy. Trafiła do placówki .Od tamtej pory pech jej nie opuszczał. Ani  matka, ani ojciec, ani nikt z dalszej rodziny jej nie odwiedzał, nikt nie dzwonił, nikt się nie interesował. Instytucjom, aż cztery lata zajęło uregulowanie jej sytuacji prawnej .Teraz wreszcie może trafić do rodziny adopcyjnej. Z ogromnym bagażem choroby sierocej. Może wreszcie pech się od niej odwróci.

Małopolskie
21.

(dodano: 11.01.2011)
Trzej bracia w wieku 8, 4 i 3 lata przebywają w Wielofunkcyjnej Placówce Opiekuńczo Wychowawczej. Placówka  jest nie tylko wielofunkcyjna ale także wielobudynkowa- obiekty rozmieszczone są w różnych punktach miasta i łączy je tylko nazwa. Młodsze dzieci mieszkają w tym samym budynku. Ze starszym praktycznie się nie widują. Jednak na propozycję  rozdzielenia chłopców, bo 3 i 4 latek mają dużą szansę na adopcję, dyrekcja powiedziała – nie, bo nie można rozdzielać rodzeństwa .Tajemnicą Poliszynela jest, że kolejne, mające wkrótce przyjść na świat, dziecko też trafi do placówki. Wątpliwości dyrekcji WPOW są poniekąd uzasadnione, bo najstarszy i najmłodszy z chłopców mają wspólną matkę i wspólnego ojca, a średni tylko matkę. Kto jest ojcem czwartego, jeszcze nie wiadomo. Pewne jest tylko to, że wszyscy  zostaną w placówce na lata.

Zachodnio-pomorskie
20. (dodano: 29.12.2010)
Przysłowie mówi: dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. Doskonałym przykładem mądrości ludowej jest los chłopca nazwijmy go S., Siedem lat temu, trzyletni wówczas S, uregulowany prawnie, skierowany został do adopcji. Jednak sąd w X uznał za zasadne przekazanie go do spokrewnionej rodziny zastępczej i powierzył opiekę nad chłopcem babci. W październiku 2010 roku ten sam sąd rozwiązał rodzinę zastępczą z powodu jej niewydolności.
Chłopiec trafił do placówki, gdzie spędzi resztę lat do osiągnięcia pełnoletności. Bo jego szanse na znalezienie rodziny adopcyjnej,
w tym wieku, są nikłe, a praktycznie żadne.
Mazowieckie
19.

(dodano: 22.12.2010)
Najlepszym środowiskiem do wychowania dziecka jest rodzina naturalna. Kierując się tą zasadą, sąd w X wykazał się wyjątkową cierpliwością i troską o dobro rodziny. Pozbawił rodziców praw rodzicielskich dopiero wtedy, gdy siódme dziecko trafiło do placówki, a najstarsze osiągnęło wiek 12 lat. Rodzeństwo rozdzielono 3 i 4 latki mają szansę na adopcję. Starsze zostaną pewnie do pełnoletności w Domu Dziecka. Oczywiście dla ich dobra.

Pomorskie
18.

(dodano: 22.12.2010)
Kierując się zasadą ochrony i dobra rodziny naturalnej rodziny sąd w X odebrał rodzicom biologicznym prawa rodzicielskie już w 2009r. Dzieci zdążyły osiągnąć wiek 13,11,10,9 i 7 lat. Zostały w imieniu prawa pozbawione szans na szczęśliwie dzieciństwo a być może, decyzja sądu zaważy na całym ich, przyszłym życiu. Bo przecież „rodzice” nie wykazują żadnego zainteresowania ich losem.

Wielkopolskie
17.

(dodano: 22.12.2010)
Zdrowe dzieci w wieku 10,6 i 5 lat znalazły się w domu dziecka z powodu osierocenia. Przez 5 lat żaden ośrodek, żadna z instytucji nie potrafiła znaleźć dla nich rodziny adopcyjnej czy zastępczej. Wychodząc z założenia, że w placówce będzie im najlepiej.

Mazowieckie
16.

(dodano: 22.12.2010)
Ośmioletnia dziś dziewczynka trafia do domu dziecka w 2003 roku. Sądowi w X przeszło 6 lat zajęło uregulowanie jej sytuacji prawnej. Sąd przecież nie może podejmować pochopnych decyzji.

Mazowieckie
15. (dodano: 15.12.2010)
Maleńka dziewczynka przebywająca w Domu Małego Dziecka zachorowała.
Dostała wysokiej gorączki a wraz z nią drgawek.
Trafiła więc do szpitala.
Jej stan się poprawił, a że dziecko jest śliczne i miłe szybko stało
się pupilem wszystkich pań pracujących na oddziale, a zwłaszcza jednej pani doktor.
Dzięki temu dziewczynka mieszka w szpitalu już półtora roku. Wszyscy, którzy wykażą zainteresowanie dzieckiem odstraszeni są ogromem obciążeń zdrowotnych. Dokumentacji medycznej przejrzeć nie można, bo jest tajna. Trzeba wierzyć „na słowo”.
A w jakim celu przetrzymuje się dziecko w szpitalu?
Dla jego dobra, oczywiście.
Mazowieckie
14. (dodano: 15.12.2010)
Kandydaci na rodziców dla rodzeństwa przemierzyli pół Polski
by poznać się z dziećmi.
Pierwsze spotkanie, długo przygotowywane, konsultowane,
było bardzo udane. I dzieci i rodzice przypali sobie do gustu.
Byłoby wspaniale, gdyby w trakcie wizyty nie okazało się ,że starsze dziecko utrzymuje kontakt z pozbawioną praw rodzicielskich, matką biologiczną przez telefon komórkowy, który ta w tajemnicy dostarczyła. Ani pedagog, ani wychowawcy o niczym nie wiedzieli.
Przeżyli szok. Największy-potencjalni rodzice. Czas pokaże czy trudny początek będzie drogą do szczęśliwego zakończenia.
Śląskie
13. (dodano: 29.11.2010)
Wszyscy narzekają na długi okres oczekiwania na dziecko.
W mieście X udowodniono, że jak się chce to się może.
Matka zostawiła noworodka w szpitalu podpisując tzw. zgodę blankietową. Do karty dziecka wpisała nazwisko ojca – swojego konkubenta. Dziwnym zbiegiem okoliczności jego nazwisko nie pojawiło się w metryce dziecka. Konkubent ów poczuwa się jednak do wykonywania ojcowskiej opieki nad dzieckiem. Czy coś wskóra, nie wiadomo, bo dziecko już jest szykowane do adopcji, a on przecież formalnie ojcem nie jest.
Dolnośląskie
12. (dodano: 29.11.2010)
Niespełna 17 letnia dziewczyna została matką. Zdarza się.
Po urodzeniu dziecka postanowiła zrzec się praw rodzicielskich
i oddać dziecko do adopcji. Jej decyzję poparła babcia nowonarodzonego, a matka małoletniej. Sąd w X uznał jednak,
że matka ze względu na wiek nie ma zdolności do czynności prawnych i jednym ruchem pióra, jeszcze przed upływem 6 tygodni
od urodzenia, umieścił dziecko w rodzinie zastępczej do czasu osiągnięcia przez małoletnią matkę pełnoletności, czyli za rok
z hakiem. Jednak odpowiedzialność sądu jest ogromna, zarządził bowiem poszukiwania ojca małoletniej, a dziadka dziecka,
który ową zdolność posiada. Niestety pan ów, lat temu kilka ruszył
w Polskę i nikt nie wie gdzie teraz przebywa.
Tak więc dziecko do czasu znalezienia dziadka lub osiągnięcia pełnoletności przez matkę będzie na swoją szansę czekać w rodzinie zastępczej. A wszystko dla jego dobra, oczywiście.
Mazowieckie
11. (dodano: 18.11.2010)
Swoiście pojęła dobro dziecka sędzia z miasta X.
Wpisała do postanowienia o powierzeniu dziecka rodzinie zastępczej jedno słowo za dużo. Przez to słowo rodzina nie mogłaby dostawać wsparcia MOPS na dziecko chore, prosto z kliniki kardiologicznej. Mimo próśb rodziny i pracowników MOPS nie zmieniła postanowienia fundując dziecku pobyt w placówce, z gwarantowaną chorobą sierocą w pakiecie. Tego samego dnia, mimo zgody rodziny zastępczej
i MOPS, umieściła kolejne chore dziecko w DD.
Nie przekonały jej argumenty, że rodzina zastępcza jest dla dzieci
z wadami serca o wiele lepsza niż opieka w placówce.
Nie przekonały argumenty MOPS, że koszt utrzymania dziecka
w rodzinie zastępczej to 1100 zł.,a w placówce 4500 zł., miesięcznie. Decyzja była ostateczna. Wynik- 2 : 0 - dla sądu.
Śląskie
10. (dodano: 11.11.2010)
Miłość to podstawa rodziny. Wyznając tę zasadę rodzice zastępczy
tak pokochali powierzone im dzieci, że mimo iż już 7 lat temu rodzicom biologicznym odebrano prawa rodzicielskie,
nikomu tego faktu nie zgłosili dlatego dzieci nie mogły zostać adoptowane. Jednak RZ tak zżyła się z nimi, że zmieniła im nazwiska na własne. I tak rodzina jest w komplecie, nazwisko się zgadza
a dzieciom już nie wiele zostało do pełnoletności. I co dalej...
Wielkopolskie
9. (dodano: 11.11.2010)
Opiekun prawny to funkcja odpowiedzialna.
Jego obowiązkiem jest jak najlepiej dbać o dobro powierzonego
mu dziecka. Więc pan x wziął to sobie do serca i zgłosił dziecko
do adopcji w ośrodku adopcyjnym, który dawał gwarancję szybkiego znalezienia rodziców, a nie w „swoim” powiatowym.
Wytknął mu niestosowność postępowania ośrodek wojewódzki, twierdząc, że łamie zasady, nie stosuje się do litery prawa(?)
Śląskie
8. (dodano: 11.11.2010)
Zgodnie z prawem postąpił sędzia rodzinny w X, który odebrał dziecko z rodziny zastępczej po pozbawieniu rodziców biologicznych praw rodzicielskich i zgłosił dziecko do Katolickiego Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego do adopcji. Szkopuł w tym, że rodzice zastępczy chcieli dziecko adoptować. Ale prawo to prawo. A sędzia ma zawsze rację.
Mazowieckie
7. (dodano: 11.11.2010)
Za stanowienie nowego prawa zabrały się także niektóre PCPR-y. Dostaliśmy sygnały o zawieraniu z ośrodkami Adopcyjno-Opiekuńczymi umów – na wyłączność – potwierdzanymi specjalnymi certyfikatami. Najważniejsza jest rejonizacja i dyscyplina.
Śląskie
6. (dodano: 11.11.2010)
Pojawiają się też nowatorskie rozwiązania w powierzaniu pieczy zastępczej. PCPR w X zaprosił matkę biologiczna na spotkanie
z rodzicami zastępczymi jej dzieci. Nie byłoby w tym nic zdrożnego gdyby nie fakt, że zaproszono ją po to by zaakceptowała rodziców. Mamusia powiedziała NIE. Życzymy kolejnych owocnych spotkań.
Mazowieckie
5. (dodano: 11.11.2010)
Nie. To odpowiedź jaką słyszą rodzice szkoleni przez Katolicki Ośrodek Adopcyjno – Opiekuńczy w x gdy proszą o wydanie kwalifikacji i opinii psychologicznej. Ośrodek nie wydaje żadnych dokumentów, bo wszystkie procedury muszą odbywać się w tym właśnie KOAO. Każde przysposobienie to punkty. A statystyka jest ważniejsza.
Łódzkie, Opolskie
4

(dodano: 11.11.2010)
Jak zawsze nieomylny sąd rodzinny w X rozpatrzył sprawę odebrania praw rodzicielskich matce dwójki rodzeństwa. Sprawa poważna –
to i wyrok Salomonowy.
Sędzia w stosunku do młodszego dziecka orzekł pozbawienie praw a w stosunku do starszego tylko ograniczenie. Dzieci tkwią
w zawieszeniu bo nie mogą być rozdzielone a ograniczenie praw
w stosunku do jednego automatycznie uniemożliwia adopcję obojga.

Lubuskie
3. (dodano: 11.11.2010)
PCPR w X umieścił w rodzinie zastępczej dziecko „zagraniczne”.
Sęk w tym, że nie wiadomo z jakiej zagranicy, bo dziecko nie ma żadnych dokumentów. Nie ma aktu urodzenia a tym samym PESEL-u, książeczki zdrowia itp. Jak to ułatwia życie rodzicom zastępczym możemy się tylko domyślać.
Kujawsko-Pomorskie
2. (dodano: 17.11.2010)
Interpretacja przepisów dotyczących procedur adopcyjnych zależy
od położenia Ośrodka na mapie Polski. W centrali obowiązuje zasada, że opiekun prawny może zgłosić dziecko do dowolnego
OAO choć w swoim mieście ma prężnie działający Ośrodek.
Na południu uważają, że opiekun nie ma takiego prawa i musi zgłosić dziecko tylko do OAO działającego na „jego” terenie.
Wszyscy powołują się na te same przepisy.
Czyli postawiona na wstępie teza została udowodniona: punkt widzenia zależy  od położenia.
Mazowieckie, Podkarpackie
1. (dodano: 17.11.2010)
Wiceprezydent miasta X w odpowiedzi na powiadomienie, że rodziny zastępcze nie zgłaszają do adopcji dzieci uregulowanych prawnie odpisała: „Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w X współpracuje
z rodznami zastępczymi, gromadzi informacje o istotnych sprawach dotyczących dziecka, informacje o sytuacji prawnej dziecka oraz współpracuje z sądem opiekuńczym. Obowiązujące przepisy nie nakładają jednak obowiązku na rodziny zastępcze do zgłaszania przebywających u nich dzieci, które posiadają uregulowaną sytuację prawną, do Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego.
Brak zatem narzędzi do wszczęcia postępowania nadzorczego” Prawda, że pięknie?
Jak mądrze.
Śląskie



Jeśli znacie jeszcze jakieś "ciekawe" przykłady tzw. wewnętrznych procedur instytucji działających na rzecz dbania o dobro dziecka, zachęcamy do ich przesyłania na adres info@twoja-adopcja.pl