Krystyna Markowska

 

Grzegorz Markowski

 

Patrycja Markowska

 

Jacek Kopczyński

"DZIECI Z SIECI"

 


(sobota, 11 września 2010 r., nr 36 [589])

 

"DZIECI Z SIECI"

"Dobre" sklepy szukają rodziców dla trudno "sprzedawalnych" dzieci.
Na zdrowe niemowlę w każdym ośrodku adopcyjnym czeka kolejka chętnych.
Dlatego w portalach adopcyjnych nie ma ogłoszeń o nich. Tu szuka się rodziców dla niemowlęcia z FAS, dla licznych rodzeństw, dla nieco starszych dzieci, czyli dla takich, na które nie czeka nikt.


Nowoczesny serwis adopcyjny wyglądaj jak internetowy sklep z dziećmi. Przykładowa oferta:
"Dwójka rewelacyjnych dzieciaków, dziewczynka, 12 lat, chłopiec, lat 8, poszukuje rodziny adopcyjnej, która je pokocha. Mają uregulowaną sytuację prawną. Obecnie przebywają w rodzinie zastępczej. Dzieci są zdrowe, grzeczne, rozwijają się prawidłowo, nie stwarzają żadnych problemów wychowawczych". Niekiedy ogłoszeniu towarzyszy zdjęcie albo dramatyczny dopisek: "Pilne, inaczej dziecko trafi do placówki". Oburzeni? Niesłusznie. Takie "oferty" pojawiają się wyłącznie za zgodą prawnych opiekunów dziecka. Tu nie chodzi o dziką adopcję, czyli handel dziećmi. Moderatorzy porządnych serwisów (np. Nasz-bocian.pl, Twoja-Adopcja.pl, Forum rodzin zastępczych) automatycznie wycinają posty pachnące nielegalnością, czyli handlem.


Dobre sklepy, czyli dom dla dzieci

Moi znajomi, małżeństwo, które poznało się na czacie, pięć lat temu znaleźli w internecie swoją córkę. Jej prawna opiekunka prowadząca pogotowie rodzinne dla dzieci, które czekają, aż znajdzie się dla nich nowy dom lub będą mogły wrócić do swojej rodziny, zdenerwowana opieszałością urzędników zamieściła w internecie informację o malutkiej dziewczynce z wadą wrodzoną, która "od zaraz" może być adoptowana. Znajomi po wizycie w pogotowiu rodzinnym zdecydowali się na natychmiastowe rozpoczęcie kursu adopcyjnego. Po dwóch miesiącach zabrali dziecko do domu. - Na państwa przypadku będą się uczyli studenci - powiedziala sędzia podczas rozprawy adopcyjnej. To była dla niej pierwsza sprawa, w której informacja o dziecku trafiła do przyszłych rodziców nie przez urzędników, ale przez internet. Przedsiębiorcza opiekunka adoptowanej dziewczynki dostała burę od swoich przełożonych z ośrodka za nieuprawnione niestandardowe działania. Mimo że sam ośrodek przez pół roku nie znalazł osób, które chciałyby chociaż spotkać się z dzieckiem.

Dziś takie niestandardowe procedury są całkiem standardowe.

"Rodzeństwo: dz. 1995, dz. 2002, dz. 2005, chł. 2008", "Nieletnia matka z córką, 1995, 2010", "Dziewczynka2004" - płeć, rok urodzenia, ewentualnie lakoniczny opis. To nie są oferty handlarzy, bo handlarze zajmują się wyłącznie niemowlętami, i to zdrowymi, ewentualnie sprzedają "brzuszki", czyli pośredniczą w kontaktach ciężarnej matki z potencjalnymi rodzicami adopcyjnymi.

Za pomocą takichjak cytowane ogłoszeń szuka dla swoich podopiecznych nowych rodzin - zastępczych i adopcyjnych - publiczny Dom Dziecka w Gnieźnie. Na swojej stronie internetowej gnieźnieńska placówka zaznacza, że szuka kandydatów, którzy odbyli przeszkolenie w ośrodku - i to jest główna różnica pomiędzy "niedobrym" sklepem, zajmującym się dziką adopcją, a "dobrym", wykorzystującym nowoczesne technologie, by pomóc dzieciakom.

"Dobre" sklepy szukają rodziców dla trudno "sprzedawałnych" dzieci. Na zdrowe niemowlę w każdym ośrodku adopcyjnym czeka długa kolejka chętnych. Dlatego w portalach adopcyjnych nie znajdziesz ogłoszeń o nich. Tu szuka się rodziców dla niemowlęcia z FAS (płodowym zespołem alkoholowym), dla dużych rodzeństw, dla starszych dzieci, czyli dla takich, na które nie czeka nikt.

Otwocka fundacja Dziecko-Adopcja-Rodzina prowadzi dwa portale - Twoja-Adopcja.pl i Pragnieniedziecka.pl- oraz niepubliczny ośrodek adopcyjny. Od pierwszych dni września w serwisie internetowym fundacji działa baza dzieci z całej Polski czekających na nowych rodziców. Beata Dołęgowska, prezes fundacji, mama adopcyjna: -Na początku myśleliśmy tylko o portalu wspierającym rodziców adopcyjnych. Potem dzięki portalowi zorientowaliśmy się, że istnieje problem rejonizacji - ośrodki adopcyjne szukają dla "swoich" dzieci rodziców tylko wśród "swoich" kandydatów. W niektórych regionach Polski jest nadmiar rodzin zastępczych, dla których brakuje dzieci, podczas gdy w innym regionie jest odwrotnie. Przepływ informacji między ośrodkami wydał nam się zbyt mały, powolny - wojewódzki bank danych pakuje karty dzieci do koperty, wysyła tradycyjną pocztą, a to trwa. Umaliśmy, że stworzenie internetowej bazy będzie dobrym pomysłem. Baza dostępna jest wyłącznie dla osób po szkoleniu adopcyjnym, zarejestrowanych w serwisie, które wplaciły 200 zł na konto fundacji.


"Złe" sklepy, czyli dzika adopcja

Ogłoszenie z internetu: "Szukam rodziców dla dziecka. Jestem w czwartym miesiącu ciąży i podjęłam decyzję o oddaniu dziecka do adopcji. Nie mam warunków na jego wychowanie, ale chciałabym zapewnić mu dobrą przyszłość i kochającą rodzinę" - matki często argumentują, że chcą poznać przyszłych rodziców swojego dziecka, bo wierzą, że one wybiorą lepiej niż obca urzędniczka z ośrodka. Albo niewiedzą w ogóle o istnieniu ośrodków adopcyjnych. Nie chcą, by urodzone przez nie niemowlę spędziło pierwsze sześć tygodni (tyle czasu według polskiego prawa ma matka na zmianę decyzji o oddaniu malucha) w szpitalu, domu dziecka czy ośrodku preadopcyjnym - chcą, by od razu było u nowej mamy. Ale bywa i tak, że chcą po prostu pieniędzy.

Dzika adopcja to taka, która omija prawo, zwykle przy użyciu oszustwa. W Polsce możliwa jest adopcja ze wskazaniem - gdy rodzice (w praktyce - matka) zrzekają się praw do swojego dziecka na rzecz konkretnej pary. To jest legalne i nic nie stoi na przeszkodzie, by mama biologiczna poznała nowych rodziców swojego dziecka przez internet.

Ale nielegalne jest już sprzedawanie dziecka, czyli pobieranie przez matkę honorarium "za urodzenie", nielegalne jest też oszustwo polegające na tym, że matka biologiczna rodzi, posługując się dokumentami nowej matki (po to, by nie było śladów adopcji), albo podawanie jako ojca biologicznego ojca z ogłoszenia (jego żona później przysposabia dziecko - rzekomy owoc pozamałżeńskiego romansu męża).

W portalu Adoptuj.pl ogłoszenia ciężarnych matek przeprowadzających castingi na rodziców i zdesperowanych niepłodnych par szukających mamy z brzuszkiem lub niemowlęcia były taką plagą, że ostatecznie w ogóle zamknięto tu forum. Pozostałjedynie dział porad.

Oferty rodziców szukających dziecka często brzmią dramatycznie: "Witam, od 14 lat bezskutecznie staramy się o naszą maleńka istotkę, cztery razy poroniłam, potem były lata leczenia w klinikach, inseminacje, IVF, trzecie IVF udane, ale niestety, przez bląd lekarski straciliśmy naszego nujukochuńszcgo synka w 6. miesiącu ciąży. Naszym jedynym wyjściem jest albo IVF albo AZW [adopcja ze wskazaniem], ewentualnie rezygnacja z marzeń. Pragniemy poświęcić nasze życie i miłość ukochanej kruszynce, która gdzieś na pewno na nas czeka, tylko musimy jeszcze poczekać, aż nas znajdzie ... WIERZĘ, ŻE SIĘ ZNAJDZIEMY Z NASZYM MARZENIEM I BĘDZIEMY SZCZĘŚLIWI!!! Proszę o zaufanie i szansę".

Opisując swoje trudne doświadczenia, pani szukająca dziecka nie tłumaczy, dlaczego szuka go bez pośrednictwa ośrodka adopcyjnego. To prawda, że w ośrodku czas oczekiwania na dziecko - zwłaszcza na zdrowe niemowlę - może wynieść rok, dwa lata, dwa i pół roku. To prawda, że niekiedy wymagania urzędników są absurdalne (np. pięcioletni staż małżeński - pary, które żyją bez ślubu albo wzięły go dwa lata temu po siedmiu latach życia na kocią łapę, są praktycznie bez szans), to prawda, że dla człowieka udręczonego kilkuletnim leczeniem perspektywa szkolenia się na rodzica i długiego oczekiwania jest zniechęcająca. Nie zmienia to jednak faktu, że adopcja ze wskazaniem jest związana z dużym ryzykiem. I to dla wszystkich.

Największe ryzyko ponosi dziecko. Możemy narzekać na ośrodki, ale one przynajmniej starają się, by dziecko raz już odrzucone miało możliwie duże szanse uniknięcia kolejnego odrzucenia. Procedura adopcyjna ma na celu wyeliminowanie kandydatów z ewidentnymi problemami (uzależnienie, wybuchy agresji, niestabilna sytuacja materialna i życiowa, niewłaściwa motywacja czy nierealistyczne wyobrażenia o adopcji) - internet tego nie załatwi. Bardzo często adoptowane dzieci obciążone są problemami związanymi z ich - nawet bardzo krótką - przeszłością. Nieprzygotowani rodzice muszą się potem zmierzyć z dzieckiem z zespołem zaburzenia więzi czy płodowym zespołem alkoholowym. Niewiedzą, co to jest, nie wiedzą,jak postępować - nieszczęście gotowe.

Ale i oni,już poranieni latami starań i niepowodzeń, mogą zostać skrzywdzeni. Przez nieuczciwą matkę, która negocjuje z dwoma czy nawet trzema parami naraz i w ostatniej chwili decyduje się na tych, którzy dadzą więcej (o takich przypadkach piszą na forach rozgoryczeni niedoszli rodzice). Albo przez mamę, która po porodzie nagłe zmieni zdanie - ma do tego prawo, bo nawet jeśli podpisze jakąkolwiek umowę, będzie to umowa nielegalna. Przez pośrednika, który podawał się za pracownika firmy, która lada dzień zostanie zarejestrowana jako fundacja, a na razie pośredniczy (za 5 tys. zł - koszt "szkolenia" dla kandydatów) w dotarciu do ciężarnych samotnych matek, które chcą się zrzec dziecka. Pośrednik "zapomina" powiedzieć, że jego działalność jest nielegalna i że nawet jeśli dojdzie do adopcji, to - o ile coś się wyda - rodzicom będzie groziło, że sąd odbierze im ich "dziko" adoptowane i już pokochane dziecko. Podobnie jak w przypadku głośnej teraz sprawy mieszkańca Kalisza, który za pieniądze pośredniczył między matkami biologicznymi i adopcyjnymi. Teraz kaliszanin trafił do aresztu, a rodzice, którym sprzedał dzieci, drżą ze strachu, że przyjdzie do nich policja.

Ryzykuje też biologiczna mama. A co,jeśli jednak źle oceniła nowych rodziców? A co,jeś1i dziecko urodzi się chore, a oni się wycofają? Na forum Adopcjazewskazaniem.pl przyszłe mamy otwarcie piszą, że mało kto jest gotowy przyjąć dziecko z poważnymi problemami zdrowotnymi. Co wtedy zrobi biologiczna matka?

Wątpliwości jest dużo, a kolejki do "brzuszków" oddawanych w zamian za zakupy dla starszych dzieci matki biologicznej są coraz dłuższe.

Niedługo, kiedy szukanie dzieci przez internet stanie się jeszcze popularniejsze, kolejki w ośrodku i internecie pewnie się zrównają. A adoptowane dzieci zaczną używać Naszej-klasy i Facebooka do odnajdywania rodziców biologicznych. Taki trend jest już w USA.

autor artykułu: Joanna Sokolińska