Krystyna Markowska

 

Grzegorz Markowski

 

Patrycja Markowska

 

Jacek Kopczyński

Dziecko kupię, dziecko sprzedam

12 IX 2010 NR 376 (1440)

 

W POLSCE BEZ WIĘKSZEGO TRUDU MOŻNA KUPIĆ NOWORODKA.
Wystarczy dać ogłoszenie w internecie, by niemal natychmiast zgłosił się pośrednik gotowy zorganizować taką transakcję.
Koszt? Kilkadziesiąt tysięcy złotych.

 

To był doskonale prosperujący interes. Młody mężczyzna, mieszkaniec Kalisza, przez internet wyszukiwał w całej Polsce kobiety w ciąży, które chciały oddać dziecko, i takie, które chciały je adoptować. Od tych drugich brał pieniądze, pierwszym płacił i sam na całym procederze nieźle zarabiał. Koszt jednej transakcji - a według wyliczeń policji było ich do tej pory co najmniej 12 - wynosił od 30 do 70 tysięcy. Na każdej pośrednik handlu dziećmi zarabiał kilkanaście tysięcy. Mężczyzna został zatrzymany pod koniec sierpnia. Na jego trop wpadła policjantka z Poznania.

Śledztwo w tej sprawie trwało bardzo długo, bo ponad pół roku. Podejrzenia, jakie miała policjantka, należało przekuć na dowody. Nie było to łatwe, bo przecież nie mogliśmy liczyć na zeznania osób powiązanych - tłumaczy rzecznik prasowy komendy wojewódzkiej policji w Poznaniu Andrzej Borowiak. Szczegółów żadnych nie poda, zostaną one odtajnione dopiero podczas procesu. Wiadomo jednak, że poznańska policja dotarła do kilkorga rodziców, którzy „kupili" od pośrednika dziecko. Teraz będą musieli stawić się w sądzie jako świadkowie. O losie dzieci zadecyduje sąd rodzinny. To precedensowa sprawa: kaliszanin jest pierwszym pośrednikiem, który stanie przed sądem za handel dziećmi Grozi mu za to pięć lat więzienia.

Dzikie adopcje
Kiedy Beata Dołęgowska z fundacji Dziecko - Adopcja - Rodzina usłyszała o zatrzymaniu pośrednika, nie była wcale zdziwiona. O tym, że w Polsce handel dziećmi jest na porządku dziennym, jest bowiem głęboko przekonana. - Nasza fundacja monitoruje na bieżąco ten proceder. Od kilku miesięcy praktycznie codziennie dowiadujemy się o co najmniej jednym takim przypadku. O skali tego zjawiska dobitnie świadczy to, że od jakiegoś czasu w ośrodkach adopcyjnych praktycznie nie ma zgłoszeń niemowląt. A gdzieś te dzieci muszą trafiać - mówi.

Dziećmi - twierdzą eksperci - handluje się w Polsce bezkarnie, bo prawo zezwala na tak zwaną adopcję ze wskazaniem. Wygląda to tak: biologiczna matka zrzeka się dziecka na rzecz konkretnej pary, a sąd im je przyznaje, zazwyczaj nie piętrząc żadnych trudności. Bo o ile w zwykłej adopcji przyszli rodzice muszą być dokładnie zweryfikowani przez ośrodek adopcyjny, a potem również przez sąd, o tyle już w adopcji ze wskazaniem takich wymogów nie ma.

„Adopcja jest czynnością przeprowadzaną przez sąd. Podlega kontroli i w jej wyniku dziecko objęte jest ochroną prawną, bowiem rodzi obowiązek po stronie adoptujących. Handel dziećmi zaś odbywa się pokątnie z wyłączeniem wszelkiej ochro¬ny prawnej i w każdym wypadku stanowi narażenie dziecka na niebezpieczeństwo" - dowodzi w swej pracy doktorskiej prawnik i kryminolog Małgorzata Pomarańska--Bielecka.

- Dzieci „wyciekają" wprost ze szpitali, fałszuje się metryki i rodzą się pod nazwiskiem kupujących. Albo też biologiczna mat¬ka wskazuje kupującego jako ojca dziecka, a potem dziecko adoptuje tylko jego żona. -mówi.

Takich adopcji jest w Polsce co najmniej tysiąc rocznie. Część z nich to zwykłe handlowe transakcje. Wprawdzie zarabianie na kojarzeniu par jest u nas nielegalne, ale najpierw trzeba by pośrednika złapać, co, jak pokazuje przykład z Kalisza, wcale nie jest łatwe.

Weksel na dziecko
Kupić córkę czy syna jest natomiast bardzo łatwo. „Jeśli chciałbyś adoptować dziecko albo poszukujesz surogatki, to skontaktuj się z nami" - takie ogłoszenia pojawiają się na internetowych forach, a nawet na portalu aukcyjnym Allegro. W dyskusji na stronie Adopcjazewskazaniem.pl głos zabiera AndrzejlOO, który otwarcie przyznaje, że pośredniczy w kojarzeniu osób, które chcą się zrzec praw rodzicielskich, z tymi, które pragną dziecko adoptować. Mężczyzna dokładnie opisuje wszystkie formalności i sądowe procedury oraz otwarcie przyznaje, że za swoje usługi pobiera opłatę. Zapewnia jednak, że wszystko jest całkowicie legalne. W ostatnim czasie intensywnie reklamuje się również firma Europartnerzy, która chwali się kontaktami w całej Europie.

Od dwóch lat w podwarszawskim Piasecznie działa Centrum Pośrednictwa „Elłzabeth" prowadzone przez Elżbietę Szymańską, które kojarzy bezdzietne pary z gotowymi urodzić im dziecko surogatkami. Mimo że jej działalność została publicznie potępiona przez etyków, prawników i polityków, wszystko wskazuje na to, że interes kwitnie, a Elżbieta Szymańską planuje rozwój ogólnopolskiej sieci „pośredniaków". „Szukamy również osób chętnych do otworzenia filii, które prowadzą już działalność gospodarczą w większych miastach całego kraju" - taki wpis pojawił się niedawno na stronie internetowej agencji.

- W Polsce istnieją zorganizowane grupy czerpiące zysk z handlu dziećmi. Wielu za¬angażowanych w to ludzi działa na zasadzie „naganiaczy" - tłumaczy Beata Dołęgowska. Naganiacze przeszukują internetowe portale dla rodziców i fora, wyszukując matki biologiczne i adopcyjne. Wysyłają do nich e-maile lub dzwonią, oferując pomoc. Pierwszym w oddaniu dziecka, drugim w znalezieniu go. W końcu namawiają obie strony do podpisania formularzy, zdarza się, że podsuwają im weksle. To na wypadek, gdyby którejś ze stron przyszło do głowy, by wycofać się z umowy. Pośrednicy są sprytni: od klientek zdobywają adres, PESEL i numer dowodu osobistego. Zdarza się, że wykorzystują te dane, żeby im grozić i je zastraszać.

Dziecko za 50 tysięcy
42-letnia Marta z niewielkiej miejscowości na Mazowszu nie mogła mieć dziecka, a dla ośrodków adopcyjnych nie była dobrą kandydatką: po pierwsze, samotna, a po drugie, była zwyczajnie za stara; na rodziców adopcyjnych wybiera się zazwyczaj młodszych ludzi. Po-stanowiła działać na własną rękę. Znalazła fora internetowe, na których ogłaszały się kobiety z różnych powodów chcące oddać dziecko do adopcji i takie, które jak ona chciały adoptować dziecko. Na ogłoszenie niemal natychmiast dostała kilka odpowiedzi. Jeden z e-maili był od pośredniczki, która pisała, że zna kilka matek biologicznych, które nie mogą same wychować dziecka i czekają na kogoś takiego jak ona. Obiecywała, że załatwi wszystkie formalności Marta zadzwoniła pod podany w e-mailu numer telefonu. Odebrała Joanna i powiedziała, że dziecko odda nastolatka porzucona przez chłopaka.

Umówiły się na 52 tyś. zł za sfinalizowaną transakcję. Joanna pokazała nawet Marcie z daleka na ulicy biologiczną matkę, dziewczyna miała już widoczny brzuch. Marta bez wahania zapłaciła pierwsze 15 tyś. zł. Krótko potem pośredniczka zadzwoniła z informacją, że matka się rozmyśliła, ale jest już kolejna chętna, tyle że żąda więcej pieniędzy. Marta posłusznie zapłaciła kolejne 2 tysiące. Ale gdy okazało się, że znów coś się komplikuje, znów trzeba było dopłacać, Marta zrezygnowała i postanowiła wycofać pieniądze. Joanna roześmiała się jej w twarz. - Idź na policję. I co powiesz? Że chciałaś kupić dziecko? - rzuciła słuchawką. Marta nie zgłosiła sprawy.

Problemy z pośrednikiem miała też 34-letnia Agnieszka ze Szczecina, matka trójki dzieci. Jest bezrobotna, mąż pracuje jako ochroniarz,podpisała dokumenty, że dostała pieniądze i musi oddać dziecko. Następnego dnia przy¬szedł do ich domu, namawiając do zmiany decyzji. I jeszcze raz. - Stał przed drzwiami ze 40 minut. W końcu mąż wyrzucił mu przed drzwi pieniądze w kopercie i kazał się wynosić - opowiada kobieta. Zadzwonił jeszcze kilka razy, ale w końcu przestał ich nachodzić.

Beata Dołęgowska podkreśla, że takie sytuacje zdarzają się nagminnie, bo pośrednikom zależy tylko na łatwym zarobku: oszukują kobiety, płacą mniej, niż obiecali, a jeśli trans¬akcja zostanie sfinalizowana - nie zapewniają stronom żadnej opieki psychologicznej. -Mam nadzieję, że przypadek z Wielkopolski sprawi, że zaczną wreszcie się bać - mówi.

Dziurawe prawo
W polskim prawie nie ma przepisów, które mogłyby ukrócić pośrednictwo w handlu dziećmi. Wprawdzie w artykule 253 kodeksu karnego wyraźnie zapisane jest, że „kto uprawia han¬del ludźmi nawet za ich zgodą, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat trzech", jednak brakuje w nim odniesień do pośredników adopcyjnych. Sytuacji nie zmieni też wchodząca w życie 10 września nowelizacja kodeksu. Zgodnie bowiem z nową definicją handlu ludźmi w tym dziećmi, można mówić wyłącznie w wypadku, gdy odbywa on się w celu wyzyskania człowieka, czyli np. prostytucji. O handlu dziećmi w celach adopcyjnych nie ma ani słowa.

Fundacja Dziecko - Adopcja - Rodzina, przy okazji prac nad rządowym projektem o zmianie prawa, który miał zmienić definicję handlu ludźmi, wielokrotnie apelowała w tej sprawie do prezydenta, rzecznika praw dziecka, ministra sprawiedliwości i rzecznika praw obywatelskich. Zwracała uwagę, że jeśli planowana zmiana wejdzie w życie, to po prostu zalegalizuje podziemie adopcyjne. - Alarmowaliśmy, że może dojść do sytuacji, gdy uzyskanie dziecka w drodze zakupu stanie się sytuacją normalną, gdyż tylko taka forma adopcji będzie możliwa. Nie¬którzy argumentowali że sprawą się już zajęto, bo doprowadzono do nowelizacji kodeksu karnego. Problem w tym, że z tej nowelizacji dla handlarzy niemowlętami nie wynika nic. Nasze postulaty zbagatelizowano - ubolewa Beata Dołęgowska.

Przyczyn problemu eksperci upatrują również w wadliwie funkcjonującym systemie adopcyjnym. - Należałoby zacząć od zmiany funkcjonowania instytucji zajmujących się adopcją. System adopcyjny powinien być bardziej zróżnicowany. Nie powinien się opierać niemal wyłącznie na ośrodkach adopcyjnych - uważa etyk i filozof profesor Magdalena Środa.

Ogromnym problemem jest przewlekłość procedur adopcyjnych. - Sądy zbyt długo się zastanawiają nad pozbawieniem praw rodzicielskich patologicznych rodziców biologicznych, często porzucających dzieci w ośrodkach. Dzieci powinny szybciej trafiać do rodziny zastępczej lub rodziców adopcyjnych, chociażby po to, by uchronić je przed domem dziecka - mówi profesor Środa.

Podobnego zdania jest profesor Jan Hart-man, etyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego. - Dzieci za długo czekają w Polsce na adopcję, a przez to zbyt wiele z nich nie ma w końcu na nią szans. Jestem za urealnieniem kryteriów adopcji, dopuszczeniem do adopcji nieco starszych i nieco mniej zamożnych osób. A wobec przestępstw przyjąłbym zasadę: zero tolerancji - mówi Hartman.

Wszyscy eksperci są zgodni: błyskawicznie rosnąca liczba niepłodnych par sprawia, że popyt na dzieci jest w Polsce ogromny.

autor: MAGDALENA MISTRZAK