Dzieci przydeptane przepisami
Grupa młodych entuzjastów z Otwocka, z Beatą Dołęgowską, jako prezesem, utworzyła w grudniu ubiegłego roku fundację „Dziecko-Adopcja-Rodzina”, by z dużą mocą przeciwstawiać się złym nawykom i przepisom prawa, które opóźniają, bądź wręcz uniemożliwiają, adopcję dzieci.
26 stycznia zorganizowali w Pałacu Kultury i Nauki konferencję
z udziałem prawników, psychologów, pracowników ośrodków opiekuńczych i adopcyjnych a także Patrycji i Grzegorza Markowskich oraz Jacka Kopczyńskiego.
- 12-letnią Moniką zainteresowała się rodzina adopcyjna. Jednak dziewczynka nie miała uregulowanej sytuacji prawnej, mimo iż od 9 roku życia przebywała w domu dziecka, a jej rodzice od l0 lat byli pod dozorem kuratora – cytowano podczas konferencji wypowiedź z internetowego forum. - Środowisko rodzinne dziewczynki i jej młodszej o 2 lata siostry, od początku głęboko patologiczne: alkoholizm rodziców, ciągłe awantury, pasożytnictwo - w minimalnym nawet zakresie nie zaspakajało psychicznych potrzeb dzieci. Ojciec miał zawieszoną władzę rodzicielską i głównie przebywał w zakładach karnych. Pod jego nieobecność matka okresowo wiązała się z konkubentem, który czasowo przebywał na wolności i wspólnie z nim nadużywała alkoholu. Ośrodek Opieki Społecznej zwrócił się z wnioskiem o umieszczenie 3 - letniej wówczas Moniki i rocznej Ani w placówce, z powodu rażących zaniedbań ze strony matki; pozostawianie dzieci bez opieki, głodzenie ich, bicie, lekceważenie podstawowych szczepień. W 1996r. obie dziewczynki trafiły do domu dziecka. 3 -letnia Ania została przyjęta na głodzie alkoholowym z objawami sierocymi: kiwanie się. Mimo to matka za poręczeniem kuratora otrzymała pozwolenie na zabieranie córek na przepustki do domu. Zostały one na szczęście wstrzymane rok później, kiedy matka upiła się pozostawiając dzieci bez opieki na podwórku. Odtąd sporadycznie kontaktowała się z dziewczynkami w domu dziecka. Potrafiła pół roku nie zobaczyć się z córkami. Ponownie zainteresowała się dziewczynkami na sprawie o pozbawienie władzy rodzicielskiej. Dziewczynki niechętnie zgodziły się na spotkanie z matką i ojcem, nie chciały z nimi rozmawiać. Obie dziewczynki zdecydowanie stwierdziły, że wolą zostać w domu dziecka, niż wrócić do domu. Obie wyrażają pragnienie posiadania "nowej mamy, nowego taty" – podkreślała osoba z forum.
Inna osoba broniła rodziców: - „...Nie oceniajmy tych matek źle. Nie oddają dzieci z wygody. One bowiem nauczyły się, że dziecko oddaje się do domu dziecka i tam je odwiedza. Jej dziadkowie tak robili, jej rodzice. Tylko oddanie tych dzieci do rodziny adopcyjnej lub zastępczej może przerwać ten łańcuch patologii”. I właśnie na temat adopcji, a szczególnie adopcji ze wskazaniem i gąszczu bezdusznych przepisów prawa odbywała się konferencja, w której też udział wzięła Małgorzata Woźnicka, dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie i Grzegorz Michalczyk członek zarządu powiatu.
Prawnik, Katarzyna Tryniszewska przybliżyła licznie zgromadzonej publiczności wszelkie zawiłości prawne dotyczące rodziców adopcyjnych: zdobywanie wielu opinii, 9-miesięczny udział w szkoleniach, przechodzenie testów, weryfikacji...Wytknęła też opieszałość sądom w pozbawianiu władzy rodzicielskiej: - Zdarza się, że pijaństwo jednego z rodziców nie zostaje uznane przez sąd za podstawę do pozbawienia władzy nad dzieckiem, gdy ten rodzic podejmuje leczenie, najczęściej nieskuteczne. Może się też zdarzyć, że dla jednego sądu rodzice, którzy obiecują zabrać swoje dziecko z placówki i raz na rok na święta wysyłają mu paczkę ze słodyczami, nie zasługują na pozbawienie władzy a dla innego sądu takie postępowanie rodziców będzie zasługiwało na pozbawienie władzy. Podkreślić należy też, że dopóki rodzice nie zostali pozbawieni władzy, cały czas zachowują uprawnienia rodzicielskie wobec dziecka, nawet gdy znajduje się ono w placówce od dłuższego czasu – mówiła pani Tryniszewska.
Z kolei psycholog, mgr Sylwia Kaczan, odniosła się do patologii występującej w wielu rodzinach i konsekwencjach jej wobec dzieci. Mówiła o agresji, przemocy i zaniedbaniu a głównie o alkoholizmie, który jest najczęstszą przyczyną wszelkich rodzinnych nieszczęść. Duży nacisk położyła natomiast na wychowanie i przeżycia emocjonalne dzieci w rodzinach tzw. dysfunkcyjnych a także w ośrodkach opiekuńczych. – Dłuższy pobyt dziecka w domu dziecka sprawia, że stają się one mało uspołecznione, nastawione konsumpcyjnie i niesamodzielnie. Wielu spośród wychowanków domu dziecka w dorosłym życiu nie radzi sobie z trudnościami, ma problemy z nawiązywaniem dojrzałych relacji emocjonalnych i społecznych, zaś brak pozytywnych wzorców ojca i matki utrudnia im pełnienie tych ról w dorosłym życiu – podkreślała psycholog Kaczan.
Po prelekcji prawnika i psychologa a także prezentacji kilkunastu wypowiedzi z forów internetowych, konferencję podsumowała prezes fundacji „Dziecko – Adopcja – Rodzina” pani Beata Dołęgowska, rzucając szereg pytań, na które ona i członkowie jej fundacji nie znajdują odpowiedzi. – Nie potrafimy odpowiedzieć na pytanie dlaczego z taką trudnością sądy pozbawiają rodziny biologiczne władzy rodzicielskiej, w sytuacji kiedy dzieci przebywają w placówkach latami – zastanawiała się głośno prezes Dołęgowska. – Dlaczego w wielu przypadkach daje się szansę rodzicom a nie dziecku? Dlaczego w momencie, gdy do placówki trafia trzecie, czwarte dziecko z tej samej rodziny, sądy automatycznie nie odbierają praw rodzicielskich i nie kierują dziecka do adopcji? Chcemy aby każde dziecko w naszym państwie miało szansę na szczęśliwe dzieciństwo, prawo do wychowywania się i wzrastania w kochającej rodzinie. Należy podkreślić, że wbrew powszechnemu stereotypowi – to rodzice adopcyjni oczekują na dzieci, mimo 25 000 wychowanków przebywających w placówkach. Teoretycznie rodzice, których dzieci trafiają do domów dziecka, powinni płacić za ich utrzymanie. Jednak lista powodów, z których mogą być z tych opłat zwolnieni jest dłuższa niż wykaz praw dziecka. Gdyby państwo egzekwowało od rodziców obowiązek ponoszenia kosztów utrzymania i kontaktu z dziećmi choćby raz w miesiącu, wielu z nich na własne żądanie zrzekłoby się do nich praw – zaakcentowała prezes Beata Dołęgowska.
Wywiązała się dyskusja. Głos zabrał Grzegorz Markowski, wzruszony losem „niechcianych dzieci” (wraz z żoną Krystyną są rodzicami chrzestnymi chłopca, którego adoptowali przyjaciele). – Jesteście perfekt, że podjęliście się tego trudnego tematu – zwrócił się do organizatorów konferencji. – Według mnie należy głośno i publicznie wykrzykiwać problemy, jakie wiążą się z adopcją. Może usłyszą nas sędziowie i ustawodawcy i zmienią złe przepisy – proponował Markowski. Natomiast Jacek Kopczyński, również oburzony na zbytnie sformalizowanie procesu adopcji i bardzo powolne pozbawianie biologicznych rodziców praw nad „niechcianym” dzieckiem zasugerował, by członkowie fundacji a także wszyscy ci, którym los tych dzieci jest bliski sercu, na następną konferencję zaprosili sędziów i parlamentarzystów. Na co prezes fundacji Beata Dołęgowska natychmiast zareagowała mówiąc, że zaproszono kilku sędziów z sądów rodzinnych ale żaden nie zechciał wystąpić publicznie. Czyżby zmowa milczenia? Tak czy inaczej, po szerokiej dyskusji osób biorących udział w konferencji, pani prezes obiecała, że na następne spotkanie (ma się odbyć w marcu) postara się zaprosić posłów i może uda się namówić jakiegoś sędziego. Przypomniała też, że celem fundacji jest też zbliżenie do siebie rodzin adopcyjnych a jednocześnie wymiana doświadczeń, codziennych problemów, radości, smutków i propagowanie rodzicielstwa adopcyjnego. Podała też adres portalu www.twoja-adopcja.pl na którym jest zawarte wiele informacji, a także na jego forum trwa ożywiona dyskusja, w która można się włączyć.
Członkowie Fundacji „Dziecko-Adopcja- Rodzina” prowadzili prelekcję, której głównym tematem był gąszcz nieprzychylnych adopcji przepisów prawa. Honorowymi gośćmi konferencji był Grzegorz Markowski z córką Patrycją i Jacek Kopczyński
Napisz do nas!
Pomagają Fundacji





